Radosne Branie (hura!)

bo dusza jest nieskończenie pojemna

  • Mąż fotograf; robaki wszędzie 🐜🪲🐝

    „Wszystko na naszym świecie ma potencjał do bycia wszystkim albo niczym. Ty też masz potencjał do bycia wszystkim albo niczym. Po prostu oddychaj.” To fragment medytacji, z którą ostatnio często przebywam 🧘🛸(Lena Cudna/Pani z Jeziora dzięki raz jeszcze!). Aktywuję w niej różne rzeczy, w tym swoje ludzkie futerko ochronne, ale dziś przecież nie o futrze, smokach i nie o mentalnych podróżach w kosmos. Możesz być przecież wszystkim albo niczym.

    To, że istniejesz, znaczy dokładnie tyle, że zasługujesz na to żeby żyć, żeby tu być, żeby oddychać i śnić swój ziemski sen. W innym wypadku, musiałoby to oznaczać, że Bóg się pomylił i wysłał Cię tutaj zupełnie przypadkowo. Phi! Bóg się przecież nie myli. A przypadki nie chodzą po ludziach, jak już wiemy.

    Wcale nie musisz na nic zasługiwać, nic udowadniać. Wielkie n i c ! Przez sam fakt swojego istnienia, zasługujesz na miłość, na szczęście, na życie w autentyczności i swojej prawdzie. Na spełnianie marzeń i na popełnianie błędów. Jakbyś nie zasługiwał/a, to by Cię po prostu tutaj nie było. It is that simple. Kropka. 👁️

    Ponadto, pewnie rzadko to słyszysz, ale jesteś idealna/y. Tak właściwie, każdy z nas jest idealny.

    Świat nie byłby takim samym miejscem, bez Ciebie. Serio. 👁️

    Ciężko to przyjąć, zaakceptować, objąć naszym ograniczonym rozumkiem, ale naprawdę każdy z nas jest idealny, taki jaki jest. I ta wredna Gośka z pracy, głupkowaty sąsiad Marek, i ta śmierdząca wariatka w autobusie, która oczywiście wybrała właśnie Ciebie na kompana podróży, również.

    Każda droga jest inna, bo każdy z nas jest na innym etapie wędrówki, coś innego wziął w tym życiu na tapet. Nie da się nauczyć wszystkiego na raz. Żadna dusza by tego nie wytrzymała. Zresztą, podobno to sama droga jest prawdziwym celem. Heh.

    Łatwo nam oceniać innych, a przecież Ty też w którymś życiu mogłeś/aś być prawdziwym łotrem, mordercą, katem, śmierdzącą wariatką w autobusie, albo chociaż żoną jakiegoś mafioza, która wyrzuciła broń do jeziora. Ciężko to przełknąć. Wiem. Ale jak ktoś mnie wkurza, to staram się o tym pamiętać.

    Ni mniej, ni więcej, każda droga jest idealna i prowadzi nas wszystkich w tym samym kierunku. Prowadzi nas do domu, do naszego wspólnego Źródła. A potem pewnie wszystko zaczyna się od początku. Albo i nie. Możesz być wszystkim albo niczym. 🤸

    Jesteśmy tutaj po to, żeby dzielnie się uczyć i doświadczać uciech i słabości cielesności. Czasem wskazywać drogę innym, podtrzymywać gdy upadają, a czasem kopać ich gdy leżą, żeby mogli wstać jeszcze silniejsi.

    Ziemia to bardzo długi obóz survivalowy, gdzie dostajesz do ręki tylko dwa krzemienie i dziurawy bidon na wodę. Ale za to w nagrodę za ukończoną lekcję, należy się plaster na kolano, talon na balon i kilka kolejnych ciosów w brzuch 😅 Żartuję. Nie może być zawsze aż tak źle! Mamy przecież ogromne świetliste wsparcie.

    Naszym najwierniejszym przyjacielem, w tej przewesołej przygodzie, zostaje Ego i jego mechanizmy obronne, na czele z wyparciem. Dorzucamy do tego szczyptę programów, schematów i długów karmicznych, tych własnych i tych przejętych od przodków. Wspaniały przepis na grecką tragedię. Z naszych połączonych mocy powstaje żelazna klatka, zawieszona nad kotłem pełnym wrzącej smoły. A w środku my. La la la.

    Nie potrzeba krat byśmy żyli w niewoli.

    Podświadomość kieruje naszym zachowaniem nawet w 90%. To stwierdzenie wybuchło mi swojego czasu mózg. Decyzja, która właśnie podejmujesz, została już podjęta kilka sekund/minut wcześniej przez Twoją podświadomość. Dostajemy tylko iluzję podejmowania świadomych decyzji. Brzmi to trochę niedorzecznie, trochę strasznie, ale jeśli to prawda, to chyba warto zacząć poznawać siebie. Uchylić drzwi i zobaczyć kto siedzi za sterem w centum dowodzenia, tam w samym środeczku istnienia.

    Pamiętacie bajkę „W głowie się nie mieści”?. Tak to mniej wiecej działa. Ktoś, czyli w tym przypadku Ego, wciska wielki czerwony guzik z napisem FURIA i nagle twarz rozkwita purpurą, oddech przyśpiesza, a Ty nie wiedząc dlaczego, rozwalasz wszystko na swojej drodze, niczym kreskówkowy diabeł tasmański. Ewentualnie pakujesz plecaczek i uciekasz z domu, śladem bohaterki wspomnianej wcześniej bajki. Tak na marginesie, bardzo polecam! Baję, nie ucieczkę i furię.

    Warto poznać głos swojego Ego i wiedzieć kiedy to przejmuje stery strach, trauma, schemat, czy jakiś inny wynalazek Szatana. Ego, niczym druga Mama, chce nas bronić przez złem tego świata, to oczywiste, ale skutkiem ubocznym tych jego zmyślnych manewrów taktycznych, jest stagnacja, ograniczenia, powtarzanie w kółko tych samych błędów. Względne bezpieczeństwo. Względne, bo wszystko się tam w środku kisi i gnije. Jak śpiewała Kasia Kowalska, co jeśli szczęście minie Cię, spętane ręce widząc twe? A co jeśli ze swoją miłością życia/żyć umówiliście się, że spotkacie się dopiero jak osiągniecie odpowiedni level?

    U mnie tak było, jestem tego pewna. Spadłam na samo dno, żeby dowiedzieć się, że jestem kim jestem i to wystarczy. Albo ktoś bierze co dają, albo niech ucieka w podskokach. Nie będę udawać kogoś innego, nie chcę nosić obcasów i grzecznie przytakiwać, nie skończę studiów i nie zostanę psychologiem, nie będę taka jak życzą sobie inni. Kiedy zrozumiałam, że nie potrzebuje kogoś żeby być wartościowa i kompletna, pojawił się mój kochany Mąż. Kiedy odpuścisz, to wszystko przychodzi samo.

    Dlatego dobrze jest pochylić się nad swoim zachowaniem, nad swoimi reakcjami. Poznać je, obejrzeć pod lupą, zobaczyć czy są adekwatne i czy w ogóle Twoje. Podziękować im za dotychczasową ochronę i spróbować tym razem wybrać inaczej.

    Fajnie czasem rozpuścić włosy, poluzować majty i pobiec na szagę przez krzaki i haszcze. Wydać z siebie pierwotny krzyk. Można wtedy odkryć nieznane wcześniej wspaniałości. Odnaleźć ukryty skarb piratów, ujrzeć jednorożca, mieniącego się wszystkimi kolorami tęczy. 🍄🌈🦄

    Nie zawsze musimy walczyć sami, warto szukać pomocy u kogoś kto się zna na poskramianiu Ego. Nie ma jednej dobrej drogi do transformacji. Każdy może znaleźć swoją. Klasyczna terapia, hipnoza, ustawienia systemowe, channelingi, Szaman walący w bęben. Mamy obecnie ocean możliwości, to już nie wstyd i hańba iść do psychologa. Posłuchaj serca, ono zna drogę.💚

    pierwszy (prawie) promyk dnia 🌞

    Jeśli czemuś kategorycznie zaprzeczasz, reagujesz wybuchem agresji, albo na coś bardzo emocjonalnego reagujesz obojętnością, to zwykle znaczy, że jest to coś, co tłumi Twoje Ego. Prawdziwa wewnętrzna cenzura rzeczywistości. Niestety to, że coś przestało boleć, nie znaczy, że zostało zaakceptowane i uwolnione. Najprawdopodobniej po prostu zostało pochwycone przez policje świadomości. 👮 Siedzi teraz w ciemnej celi, skazane na  wyparcie. Uwolnienie następuje wtedy, kiedy pojawia się zrozumienie i bezwarunkowa miłość. Zazwyczaj ktoś kto Cię najmocniej zranił, zrobił to, żeby Ci coś pokazać, byś w konsekwencji stał/a się tym kim naprawdę chcesz być. Byś wiedział/a kim nie chcesz być. Czasem to nawet nie Twoja lekcja, ale zgodziłaś/eś się na to, nawet jeśli nie pamiętasz. Zapomnienie jest w umowie, dlatego wszystko jest tak prawdziwe i intensywne. Ziemia to nie gra dla mięczaków i rozmiękłych kluch. Każdy level to zapasy z samym sobą i wielka wojna z resztą świata. Klasycznie rzecz ujmując: pot, krew, łzy i siniaki na dupie.

    Nie jest to żadna wiedza tajemna, ale ciężko nam to zaakceptować. Już Ego o to dba. Nie odzywaj się, bo Cię wyśmieją! Nie pokazuj emocji, bo powiedzą, że jesteś słaby. Nie idź tam, bo Cię porwie Baba z Puszczy i zje! Każdy z nas ma coś (niejedno!), co siedzi głęboko w wewnętrznej studni, zapomniane i z zaklejonymi ustami. Uwolnić zakładnika! Dajmy mu uciec, już nam nie jest potrzebny.

    Wiem, że to trudne, odbijanie zakładników, nie należy do najprzyjemniejszych zajęć w czasie wolnym i brzmi dość abstrakcyjnie. Ale nadejdzie dzień, w którym zacznie Ci coś zbyt intensywnie pośmierdywać. Nie musi być to teraz, ani za rok, ani nawet w tym życiu, ale jestem pewna, że przyjdzie moment na generalne porządki. Zwykle zaczyna się rykiem rozpaczy, a kończy morzem łez ze wzruszenia. Płacz jest bardzo obecny podczas grzebania we własnych bebechach. I chwała mu za to.

    Głowa jest pełna sprzeczności i ukrytych motywów. Warto zaryzykować i otworzyć tą Puszkę Pandory, ale tylko jeśli czujesz, że to właściwy czas. Jesteś idealna/y taka/i jaka/i jesteś już w tej chwili i nic nie musisz zmieniać.

    Pamiętaj. Wszystko ma potencjał do bycia wszystkim albo niczym.

    to nie wymaga chyba długiego komentarza, gadam do drzewa 🧙

    Ściskam mocno i wysyłam światło mojej latarni 🌞🌟✨🕯️💡🔦

    Pamiętaj. Najciemniej zawsze jest przed świtem.

    A potem wpada Gandalf i Rohirrimowie, którzy wybijają orków w pień 🧙

    Nox. Koniec psot.

    Wasza Baba z Puszczy i Przewodnicy

    👁️👽🌳🌏🌒🪽

    (tak, ogarnęłam, że można dodawać emotki, jesteśmy zgubieni 😸)

  • Obiektywnie patrząc, przy użyciu jedynie naszego wspaniałego, analitycznego mózgu, na świecie dobrze się nie dzieje. Tu wojna, tam druga, tu umiera las deszczowy, tam wysycha rzeka, tu topnieje lodowiec, tam wybucha wulkan. Tu coś płonie, tu coś tonie. Tu zaraza, tam bieda. Jako gwiazda stulecia występują tony śmieci w oceanie. Śpiewając z Happysadem, zespołem mego dojrzewania: „Znowu coś umarło, znowu coś się śniło. Znowu oszukali nas, znowu się coś popierdzieliło. Tak właśnie mija nas, tak właśnie mija nas czas.”

    Wiem, że „wiedzenie” o tym kto, z kim i pod kim dołki kopie, stało się jakimś wyznacznikiem inteligencji. Wiesz co się dzieje złego na świecie, jesteś ogarnięty, nie jesteś po prostu ignorantem. Tylko dlaczego w wiadomościach nie ma ani jednej dobrej wieści? Od wielu stuleci (tysiącleci?) jesteśmy karmieni chaosem i strachem, obecnie przez mass media, wcześniej przez kościół, króla, czy inne instytucje władzy. A strach to przecież fundamentalne narzędzie kontroli, ogranicza Twoje możliwości, odcina Cię od Twojego światła w środeczku, od Twojej boskości.

    Przestałam w końcu mieć wyrzuty sumienia, wstydzić się, że nie chcę wszystkiego wiedzieć. Świadomie od tego uciekam. Ty powiesz, że to ignorancja, a ja powiem, że to mądrość. To że wiem ile bomb wybuchło nic nie zmieni, na pewno nie zmieni nic na lepsze. Przekleństwo telewizji i internetu. Powinniśmy żyć w mniejszych społecznościach, kierować uwagę główne na swój kawałek podłogi lub na „podłogę” po której w tej chwili stąpamy.  Ograniczyć „wiedzienie” do minimum. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o potępienie wiedzy i ciekawości jako takiej. Brońcie Bogowie! Sama jestem wnikliwym i głodnym wiedzy stworzeniem. Radosne branie i odkrywanie górą! Bądź ciekaw świata, innych kultur i galaktyk, języków, wierzeń, przyrody i zagranicznej kuchni. Poszerzaj horyzonty, ale na pozytywnym biegunie. Szkoda życia na smutki i stres. Starczy mi ogarnianie własnego podwórka. Nie potępiam też technologii samej w sobie! Po prostu używajmy jej do rozsiewania miłości i jedności, a nie do kultywowania podziałów na my i oni. Podzielni, skłóceni i przerażeni jesteśmy bardzo daleko od światła i prawdy, tak łatwo wtedy nami manipulować. Nie babrajmy się w szlamie złych wiadomości, nie karmmy kolektywnego strachu. Czy wierzysz w to, czy nie, istnieje coś takiego jak zbiorowa świadomość. Kreujemy rzeczywistość naszymi myślami, uczuciami. Wielka Karuzela Strachu kręci się w najlepsze, ale ja z niej wysiadam i na szczęście nie jestem sama. Nigdy nie lubiłam doświadczeń rodem z parków rozrywki. Wiem, że ciężko uciec z informacyjnego tornada, ale może chociaż poczytać codziennie o czymś miłym? Może ktoś uratował kotka z pożaru, może odkryto nowy gatunek bakterii rozkładającej plastik, a może ktoś pomógł zagubionemu seniorowi wrócić do domu. Wbrew pozorom dzieje się też dużo dobrego. Spróbuj czasem odłączyć się z tej zbiorowej dramy, tak jak odłączasz telefon, gdy już się naładuje. W przeciwnym razie zepsujesz baterie i skrócisz jej żywotność.  Daj się duszy czasem wyciszyć. Usłysz swój wewnętrzny głos, zobacz swoje światło, swoją miłość w sercu. Poszukaj Boga, Światła, Źródła, Wszechświata, czy jakkolwiek nazywasz Pierwszego Kreatora, który siedzi za sterami tego kosmicznego  cyklu tworzenia. Może być to w modlitwie, tańcu, medytacji, śpiewie, malowaniu, czy po prostu w chwili spokoju. Jeśli zwrócisz się w stronę światła, światło wyjdzie by Cię przywitać. Twoja dusza jest nieśmiertelna, nie ma się więc czego bać, nawet jeśli wygląda jakby jutra miało nie być. Jutro jest zawsze, może po prostu gdzieś indziej. Wszystko jest zaopiekowane i tak jak być powinno, nawet jeśli z pozoru tego nie widać. Jak mawiał Pawian Rafiki, musisz patrzeć poza tym co wiiiidać, a on bez wątpienia zna drogę.

    zdjęcie mojego męża (ściskam!)

    Nowe zwykle powstaje na zgliszczach starego. Burza oczyszcza powietrze, a ogień pobudza do rozwoju nowe. To nowe już majaczy na horyzoncie, a cały wszechświat nam kibicuje. Może brzmi to dla Ciebie teraz jak wariactwo. To też jest ok. Pamiętaj jednak, często po czasie okazuje się, że to wariaci mieli rację. Jak Kopernik, który wstrzymał słońce, ruszył ziemię. W końcu każdy z nas pozna prawdę. Dlatego weź z tego tylko to, co czujesz, że jest na tym etapie dla Ciebie.

    Nigdy nie umniejszaj roli jednostki, swojej roli. Nigdy nie myśl, że jesteś za mały, bo odwaga jednej osoby jest pioruńsko zaraźliwa. Każda Twoja decyzja jest ważna, każdy moment, w którym wybierzesz miłość zamiast strachu, współczucie zamiast nienawiści i oceniania, jest wielkim krokiem naprzód. Zobacz jak często oceniasz kogoś w sekundę. Wredna, głupia i jeszcze brzydka. A przecież tam pod wieloma maskami i ranami kryje się inna świetlista dusza, która też stara się tutaj czegoś nauczyć.

    Świadomie wybierając wibrację miłości, powoli staniesz się latarnią inspiracji, która oświetla innym drogę, latarnią, tak mocno zakotwiczona na brzegu, że nie straszny jej żaden sztorm. Trzeba spróbować dojrzeć, pod tym ludzkim brudem, cząstkę światła, boskości. Poszukać jej pod tymi wszystkimi maskami, wgranymi programami i mechanizmami obronnymi ego. Wszyscy jesteśmy jedno, więc krzywdząc inny byt, krzywdzisz samego siebie. Brzmi niedorzeczne? Być może na ten moment.

    Tam Ty, gdzie Twoja uwaga. Skoro masz tylko tę chwilę, nie marnuj jej na bycie gdzieś indziej. Przeszłość to depresja, przyszłość to strach. Bądź nie bywaj, zgodnie z mądrościami z poznańskich murów. No i świeć, jeśli taka Twoja wola! Polecam zamknąć oczy chociaż na chwilę w ciągu dnia i wyobrazić sobie złote światło promieniujące z serca. Serio działa!

    Ale żeby nie było tak puchato i cukierkowo, ja też codzienne chce kogoś zabić, albo chociaż wbić mu widelec w oko. Jak często mawiam: owinąć szmatą i podpalić. Pracując w zawodzie medycznym, wkurzam się na potęgę i naprawdę wiem, że to wcale nie jest łatwe do opanowania. Rozpalony pożar nie tak łatwo ugasić. Zen chwilowo utracone, idzie szukać szmaty i zapałek. Wierzę jednak, że z czasem łatwiej jest się zatrzymać, zauważyć negatywną emocję, podziękować jej, wziąć głęboki oddech i przetransformować ją w bezwarunkową miłość. Możemy tak wiele, tylko o tym zapomnieliśmy.

    Oczywiście można też z miłością kazać komuś spierdalać. Ale to temat na inny wpis.

    Wysyłam światełko!

    Nox. Koniec psot.

    Baba z Puszczy i Przewodnicy

  • Mija kolejny rok, przyszła wreszcie wiosna (hura!), Annuszka już rozlała olej, a przede mną kolejne lekcje do przerobienia, demony do poskromienia, włochate strachy do oswojenia. Oby tylko nie stracić głowy. Za mną trochę bolesnej pracy z Cieniem, trochę radosnych pląsów ze Światłem. Pełna paleta uczuć i zmysłów. Starczy już tej duchowej stagnacji, starczy bycia rozlanym na podłodze flamastrem, który przygnieciony bezlitosnym niechcenizmem, obserwuje jak życie przechodzi obok. Marsz. Marsz.

    Dar życia na Ziemi jest zbyt cenny, nie chcę więcej marnować go na racjonalizowanie lenistwa. I don’t need gravity, I just need growth. Nie udało mi się zostać Babą Jagą, żoną bogatego wampira, ani właścicielką nawiedzonego sklepu z książkami. Wszystkie plany awaryjne, również spaliły na panewce – a mogłam być archeologiem i odkopać przy pomocy pędzelka jakiegoś Farona albo zostać owocem Jogobelli i trafić do pysznego jogurtu Zott. Jak mawia Pandora: co zrobisz jak nic nie zrobisz, buta nie zjesz (ściskam!).

    Radosne branie majaczy na horyzoncie. Radosne odkrywanie. Czas stanąć w swojej mocy i zacząć świecić. Oczywiście, że moja latarnia zgaśnie jeszcze nie raz, zalana emocjonalnym tsunami. Ważne żeby ją nieprzerwanie, z uporem maniaka, reanimować. Każdy na dnie podświadomości ma swoje mroczne bagno, gdzie światło latarni dociera z trudem, a smutne parabole tańczą bezwstydnie. Fakt, że życie to Matrix, nie znaczy, że cierpienie nie jest realne.

    Happiness can be found, even in the darkest of times, if one only remembers to turn on the light.

    W ostatnich miesiącach wydarzyło się bardzo wiele. Bogom niech będą dzięki. Nie do końca wierzyłam, że coś się nagle zmieni, że ta moja łódka z przeszłością i po przejściach, przestanie w końcu kręcić bączki na mieliźnie. Wiosła już dawno się połamały, widoki już mi się przejadły, a od tego nieustannego kręcenia, dostałam potwornych mdłości. Pewnego dnia, kojący, letni wiatr, przyniósł ze sobą nadzieję, subtelny zapach dobrej zmiany. Powoli kolejne elementy mozaiki istnienia zaczęły wskakiwać na swoje miejsce. Klik. Klik. Nagle wiosła przestały być potrzebne, a ciepły podmuch wydął żagle. Ahoj Kapitanie! Cała naprzód, kierunek radosne branie. Przypadki nie chodzą po ludziach, ani pech, ani szczęście się bezcelowo nie przytrafia.

    Tak się stało i tak jest. Kropka.

    Trochę więcej wiem, trochę więcej rozumiem, bardziej słucham tego co czuję. Wiem, dlaczego jestem i że to jaka jestem, w zupełności wystarczy. Więcej doceniam, mniej się zamartwiam, bo wierzę, że wszystko jest zaopiekowane, jeśli tylko taka jest moja wola. Nauczyłam się też oddychać na nowo, a dzień bez psa z głową w dole, dniem straconym. Wiem, że jeszcze wiele razy zwatpię, wiele razy będę topić się w smolistych smutkach, wiele razy połykać gniew. Jeśli właśnie toniesz w swoim bagnie, to też jest okay. Przepraszam, że kruszę Ci swoim szczęściem po oczach. Wiem jak wygląda dno studni, zdążyłam je swojego czasu umeblować. Zapraszam na herbatkę i popcorn z lodami, możemy razem pobeczeć, w końcu płacz to moja specjalność zakładu. Upuśćmy trochę gówna z naszego Świętego Szamba. Świat się nie skończy od odrobiny rozpaczy. Prawda Madame Sisu? (też ściskam!)

    Wracam do pisania po raz kolejny, bo czuję, że w tej kwestii, również nie powinnam poddawać się bez rundy dogrywkowej. Co jeśli moje wypociny będzie czytać tylko kilka osób? Życie. Po prostu zbyt wiele myśli mieszka w tej przepastnej głowie. Trzeba je w końcu poukładać, gdzieś skatalogować. Bardzo utożsamiam się z pomysłem posiadania Myślodsiewni. To chyba przychodzi po trzydziestce, razem z bólem kolan, ulubionym płynem do płukania i zamiłowaniem do promocji w Lidlu.

    Off topic, żeby nie było za poważnie –>

    Przy okazji pierwszego tekstu, chciałabym się z Wami podzielić odpowiedzią na fundamentalne pytanie każdego dziecka w latach 90: dokąd nocą tupta jeż? Okazuje się, że do naszego Sarnia Cat Spa Resort, wciągać jak odkurzacz kocią karmę, by następnie jedną miskę z chrupkami wysypać, a do drugiej radośnie oddać stolec. Chyba Szatan, ale nie wiem. P.S. Nie zrozumcie mnie źle, są przy tym mega słodziutkie.

    Przed Wami świat według Baby z Puszczy.

    Ściskam tych co znam, dziękuję, że jesteście przez te lata i wspieracie każdy nowy zryw mojej umownie wartej grzechu twórczości. Witam z całego serca tych nowych, którym w czasach pięciosekundowej uwagi oraz poważnego mózgowego rozleniwienia, będzie się chciało przeczytać więcej niż jedno zdanie wielokrotnie złożone. Postaram się jednak, żeby było w miarę możliwości krótko i bez rozmiękłej kluchy. Wiem, że to już nie czasy na elaboraty i pisanie niekończących się monologów wewnętrznych. Nie są to nawet czasy na prowadzenie bloga. Wiem, ale cóż, kocham słowo pisane i zostaje w tej kwestii niepoprawną romantyczką. Milenialsi chyba tak już mają.

    Witaj radosne branie. Hip, hip, hura! Bierzmy zatem życie pełnymi garściami! Dusza nie ma limitu, jest nienasycona i bezdenna, nieskończenie pojemna na bezwarunkową miłość i piękno. Na prawdę. Na przyjmowanie. Życie co dzień kładzie nam u stóp ogrom niewyobrażalnie pięknych darów. Trzeba jednak chcieć je dostrzec, sukcesywnie oddzielać je od szarej, upapranej błotem beznadziei. Spróbować z dziecięcą ciekawością, wyjrzeć zza brudnej kotary wszechobecnego smutku i strachu. Łyżka nie istnieje.

    Czasem darem jest motyl, który usiądzie Ci na dłoni, promienny uśmiech kogoś obcego w autobusie, czasem ktoś kto po prostu pożyczy Ci ognia do odpalenia zalanej latarni. Nie jesteśmy tylko zbitką kilku pierwiastków. Kochaj zarówno swoje wspaniałe ciało jak i świetlistego ducha. W metrze i swetrze. Zatrzymaj się na chwilę. Pooddychaj głęboko i z uważnością. Nikt nas nie uczył, że to takie kluczowe. Rano ukochaj Mamę Mokosz, a wieczorem uśmiechnij się do Oka Chorsa i Wielkiego Wozu. Bądź dla siebie dobry i łagodny, bądź dumny ze swojej odwagi. Radośnie i z wdzięcznością bierz co daje życie, nawet jeśli rzuca w Ciebie ogromnym pomidorem. Nie wiesz jaki dalej plan ma Twoja dusza. Masz tylko tę chwilę i tego pomidora. Zrób z niego sos do niedzielnej pizzy.

    Weź z tych słów to co z Tobą rezonuje, resztę wywal w odmęty niepamięci. To Twoja droga i Twoja prawda.

    Ściskam!

    Wasza Baba z Puszczy i Przewodnicy