Mija kolejny rok, przyszła wreszcie wiosna (hura!), Annuszka już rozlała olej, a przede mną kolejne lekcje do przerobienia, demony do poskromienia, włochate strachy do oswojenia. Oby tylko nie stracić głowy. Za mną trochę bolesnej pracy z Cieniem, trochę radosnych pląsów ze Światłem. Pełna paleta uczuć i zmysłów. Starczy już tej duchowej stagnacji, starczy bycia rozlanym na podłodze flamastrem, który przygnieciony bezlitosnym niechcenizmem, obserwuje jak życie przechodzi obok. Marsz. Marsz.
Dar życia na Ziemi jest zbyt cenny, nie chcę więcej marnować go na racjonalizowanie lenistwa. I don’t need gravity, I just need growth. Nie udało mi się zostać Babą Jagą, żoną bogatego wampira, ani właścicielką nawiedzonego sklepu z książkami. Wszystkie plany awaryjne, również spaliły na panewce – a mogłam być archeologiem i odkopać przy pomocy pędzelka jakiegoś Farona albo zostać owocem Jogobelli i trafić do pysznego jogurtu Zott. Jak mawia Pandora: co zrobisz jak nic nie zrobisz, buta nie zjesz (ściskam!).
Radosne branie majaczy na horyzoncie. Radosne odkrywanie. Czas stanąć w swojej mocy i zacząć świecić. Oczywiście, że moja latarnia zgaśnie jeszcze nie raz, zalana emocjonalnym tsunami. Ważne żeby ją nieprzerwanie, z uporem maniaka, reanimować. Każdy na dnie podświadomości ma swoje mroczne bagno, gdzie światło latarni dociera z trudem, a smutne parabole tańczą bezwstydnie. Fakt, że życie to Matrix, nie znaczy, że cierpienie nie jest realne.
Happiness can be found, even in the darkest of times, if one only remembers to turn on the light.
W ostatnich miesiącach wydarzyło się bardzo wiele. Bogom niech będą dzięki. Nie do końca wierzyłam, że coś się nagle zmieni, że ta moja łódka z przeszłością i po przejściach, przestanie w końcu kręcić bączki na mieliźnie. Wiosła już dawno się połamały, widoki już mi się przejadły, a od tego nieustannego kręcenia, dostałam potwornych mdłości. Pewnego dnia, kojący, letni wiatr, przyniósł ze sobą nadzieję, subtelny zapach dobrej zmiany. Powoli kolejne elementy mozaiki istnienia zaczęły wskakiwać na swoje miejsce. Klik. Klik. Nagle wiosła przestały być potrzebne, a ciepły podmuch wydął żagle. Ahoj Kapitanie! Cała naprzód, kierunek radosne branie. Przypadki nie chodzą po ludziach, ani pech, ani szczęście się bezcelowo nie przytrafia.
Tak się stało i tak jest. Kropka.
Trochę więcej wiem, trochę więcej rozumiem, bardziej słucham tego co czuję. Wiem, dlaczego jestem i że to jaka jestem, w zupełności wystarczy. Więcej doceniam, mniej się zamartwiam, bo wierzę, że wszystko jest zaopiekowane, jeśli tylko taka jest moja wola. Nauczyłam się też oddychać na nowo, a dzień bez psa z głową w dole, dniem straconym. Wiem, że jeszcze wiele razy zwatpię, wiele razy będę topić się w smolistych smutkach, wiele razy połykać gniew. Jeśli właśnie toniesz w swoim bagnie, to też jest okay. Przepraszam, że kruszę Ci swoim szczęściem po oczach. Wiem jak wygląda dno studni, zdążyłam je swojego czasu umeblować. Zapraszam na herbatkę i popcorn z lodami, możemy razem pobeczeć, w końcu płacz to moja specjalność zakładu. Upuśćmy trochę gówna z naszego Świętego Szamba. Świat się nie skończy od odrobiny rozpaczy. Prawda Madame Sisu? (też ściskam!)
Wracam do pisania po raz kolejny, bo czuję, że w tej kwestii, również nie powinnam poddawać się bez rundy dogrywkowej. Co jeśli moje wypociny będzie czytać tylko kilka osób? Życie. Po prostu zbyt wiele myśli mieszka w tej przepastnej głowie. Trzeba je w końcu poukładać, gdzieś skatalogować. Bardzo utożsamiam się z pomysłem posiadania Myślodsiewni. To chyba przychodzi po trzydziestce, razem z bólem kolan, ulubionym płynem do płukania i zamiłowaniem do promocji w Lidlu.

Off topic, żeby nie było za poważnie –>
Przy okazji pierwszego tekstu, chciałabym się z Wami podzielić odpowiedzią na fundamentalne pytanie każdego dziecka w latach 90: dokąd nocą tupta jeż? Okazuje się, że do naszego Sarnia Cat Spa Resort, wciągać jak odkurzacz kocią karmę, by następnie jedną miskę z chrupkami wysypać, a do drugiej radośnie oddać stolec. Chyba Szatan, ale nie wiem. P.S. Nie zrozumcie mnie źle, są przy tym mega słodziutkie.
Przed Wami świat według Baby z Puszczy.
Ściskam tych co znam, dziękuję, że jesteście przez te lata i wspieracie każdy nowy zryw mojej umownie wartej grzechu twórczości. Witam z całego serca tych nowych, którym w czasach pięciosekundowej uwagi oraz poważnego mózgowego rozleniwienia, będzie się chciało przeczytać więcej niż jedno zdanie wielokrotnie złożone. Postaram się jednak, żeby było w miarę możliwości krótko i bez rozmiękłej kluchy. Wiem, że to już nie czasy na elaboraty i pisanie niekończących się monologów wewnętrznych. Nie są to nawet czasy na prowadzenie bloga. Wiem, ale cóż, kocham słowo pisane i zostaje w tej kwestii niepoprawną romantyczką. Milenialsi chyba tak już mają.
Witaj radosne branie. Hip, hip, hura! Bierzmy zatem życie pełnymi garściami! Dusza nie ma limitu, jest nienasycona i bezdenna, nieskończenie pojemna na bezwarunkową miłość i piękno. Na prawdę. Na przyjmowanie. Życie co dzień kładzie nam u stóp ogrom niewyobrażalnie pięknych darów. Trzeba jednak chcieć je dostrzec, sukcesywnie oddzielać je od szarej, upapranej błotem beznadziei. Spróbować z dziecięcą ciekawością, wyjrzeć zza brudnej kotary wszechobecnego smutku i strachu. Łyżka nie istnieje.
Czasem darem jest motyl, który usiądzie Ci na dłoni, promienny uśmiech kogoś obcego w autobusie, czasem ktoś kto po prostu pożyczy Ci ognia do odpalenia zalanej latarni. Nie jesteśmy tylko zbitką kilku pierwiastków. Kochaj zarówno swoje wspaniałe ciało jak i świetlistego ducha. W metrze i swetrze. Zatrzymaj się na chwilę. Pooddychaj głęboko i z uważnością. Nikt nas nie uczył, że to takie kluczowe. Rano ukochaj Mamę Mokosz, a wieczorem uśmiechnij się do Oka Chorsa i Wielkiego Wozu. Bądź dla siebie dobry i łagodny, bądź dumny ze swojej odwagi. Radośnie i z wdzięcznością bierz co daje życie, nawet jeśli rzuca w Ciebie ogromnym pomidorem. Nie wiesz jaki dalej plan ma Twoja dusza. Masz tylko tę chwilę i tego pomidora. Zrób z niego sos do niedzielnej pizzy.
Weź z tych słów to co z Tobą rezonuje, resztę wywal w odmęty niepamięci. To Twoja droga i Twoja prawda.
Ściskam!
Wasza Baba z Puszczy i Przewodnicy

Dodaj komentarz